Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 1. "Z falą."
Rozdział 1.
"Z falą."
Patrzałam się na molo, które już zaraz razem z suchym lądem pozostawię w tyle. Sopot – piękne miasto, budzące tyle wspomnień. Tata zawsze przyprowadzał mnie w to miejsce, pokazywał na spienione bałwany fal i opowiadał różne historie o morzu. Uwielbiałam ten czas. Do dziś pamiętam każdą z tych opowieści, bo właśnie to jest najważniejszy fragment mojego dzieciństwa. Spojrzałam jeszcze raz w stronę kas biletowych. W zimie są zawsze zamknięte, a wstęp na molo wolny, za to w lato kolejki turystów nigdy się nie kończą. Zawsze wolałam przychodzić tu zimną, gdy wieczorami nie było nikogo, a pod stopami skrzypiał biały, miękki puch. Ostatnie raz omiotłam wzrokiem wszystko. Tym razem dostrzegłam dwóch chłopaków biegnących w moją stronę. Dobrze wiedziałam kim oni są. Zacisnęłam mocniej ręce trzymające gruby sznur. Szybkie spojrzenie w wodę, ugięcie kolan i skok. Ręce same się puściły. Zamknęłam oczy i wpadłam w nieprzebytą otchłań morza. Przeraźliwe zimno przeszyło moje ciało na wskroś. Chwilę szamotałam się w wodzie, po czym dałam sobie z tym spokój. Fale targały mną na wszystkie strony, poczułam, że tonę. „Jeszcze tylko chwila i po wszystkim” – przemknęło mi przez myśl, a później schodziłam coraz głębiej i głębiej. Moje płuca powoli nabierały wody a ja zaczęłam tracić przytomność. Pamiętam tylko przeraźliwy ból w klatce piersiowej, a później ciemność.
Obudziło mnie przeraźliwe zimno. Na twarz raz po raz kapały mi pojedyncze krople, ale szum fal wydawał się jakby bardziej odległy. Ruszyłam ręką – rzeczywiście nie otaczało mnie już morze. Nagle poczułam lodowaty podmuch wiatru, skuliłam się, lecz napotkałam pewien opór. Zdałam sobie sprawę, że ktoś porusza moim ciałem, a po chwili zrobiło mi się cieplej. Rozchyliłam powieki i zobaczyłam nad sobą Kubę. Był cały mokry. Z jego blond loków kapała woda, na twarzy miał wypieki z powodu chłodu, cały trząsł się z zimna, ale w oczach nadal miał charakterystyczny błysk. Mimo to, gdy napotkałam jego spojrzenie, odwróciłam wzrok. Nie mogłam spojrzeć na niego po tym wszystkim.
-Tamara, już dobrze. Jesteś z nami. – chłopak przytulił mnie mocniej.
- Dlaczego? - Usłyszałam głos brata. Próbowałam odwrócić się w jego stronę, jednak nie byłam w stanie, więc powróciłam do poprzedniej pozycji i znów przymknęłam powieki. Byłam zmęczona.
- Tomek… Kuba… Przepraszam. – Ledwo wychrypiałam parę słów. Głos mi się łamał.
- Dlaczego? – Chłopcy twardo obstawali przy tym jednym pytaniu.
- Miałeś rację braciszku. Nie mogłam. – Po tych słowach otworzyłam oczy i wstałam, gwałtownie wyrywając się z ramion Alladyna. Stanąwszy na nogach zachwiałam się lekko i o mało nie upadłam z powrotem na ziemię, jednak Tomek zdążył mnie pochwycić. Przytrzymał mnie chwilę dopóki nie złapałam równowagi, po czy zrobił krok w tył i przyjrzał mi się.
- Jesteś w stanie iść? – Zapytał, na co ja tylko skinęłam głową, lecz próbując zrobić krok w przód przewróciłam się, wpadając wprost w ramiona brata. Gdy znów stanęłam prosto spostrzegłam, że Kuba zabrał z piasku ostatnie rzeczy, po czym odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia z plaży. Nagle Tomek szybkim ruchem wziął mnie na ręce i zaczął iść za nim.
- Brat? – Gdy ten na mnie spojrzał kontynuowałam – przecież mama nie może mnie tak zobaczyć.
- Tak, wiem. U Kuby nie ma nikogo w domu, więc przenocujemy u niego. Dałem już mamie znać.
- I co? – Zapytałam z niejakim strachem.
-Ucieszyła się, że znów robimy coś razem. Nie patrz tak na mnie, nie powiedziałem jej jeszcze.
Reszta drogi upłynęła nam w milczeniu. Ja zastanawiałam się jak z tego wybrnąć patrząc ukradkiem to na jednego to na drugiego z chłopaków. Wiedziałam, że tego mi tak łatwo nie przepuszczą, choć zastanawiałam się który z nich jest na mnie bardziej zły i czy w ogóle są źli, czy po prostu się na mnie zawiedli. Oni natomiast szli żwawym, równym krokiem nie patrząc ani na mnie, ani na siebie nawzajem. Ich twarze nie wyrażały żadnych emocji. Zaczynałam się bać. Przerażał mnie sam fakt kłótni z Tomkiem, ale z Kubą było gorzej. Wiedziałam, że nie będzie krzyczał, wrzeszczał, awanturował się, tylko usiądzie naprzeciw, popatrzy smutno i powie coś spokojnie, łagodnie - jak zawsze, ale to właśnie najbardziej boli. To właśnie cisza jest najgłośniejszym dźwiękiem.
Doszliśmy w końcu do domu Jakuba. Podczas, gdy on otwierał drzwi, ja spojrzałam w lewo. W naszej kuchni paliło się światło, więc modliłam się w duchu, by mama nas nie zobaczyła. Weszliśmy do domu, Tomek ostrożnie postawił mnie na nogach, po czym zaczął się głośno zastanawiać:
-Trzeba będzie znaleźć Ci coś na przebranie.
-Niekoniecznie. Ostatnio zostawiła u mnie parę rzeczy –mówiąc to zniknął na chwilę w drugim pokoju, po czym wrócił niosąc kilka moich ubrań. –Idź się wykąp i przebierz, ja też ubiorę coś suchego. Tomek, możesz zrobić herbatę..? Wiesz gdzie co jest, prawda?
-Jasne. – odparł mój brat.
-Aha, właśnie, po kąpieli idź się od razu połóż. Pościelę Ci łóżko jak będę w pokoju.
-Mhm.. – mruknęłam tylko. To musiało go bardzo zaboleć, a jednak nadal o mnie dbał. Westchnęłam jeszcze i poszłam do łazienki. Stając na przeciwko lustra oniemiałam. Byłam blada, prawie sina, miałam czerwone oczy, a z mokrych włosów nadal spadały pojedyncze krople. Nasiąknięte wodą ubrania przylegały ciasno do ciała. Wyglądałam jak wrak człowieka. „Co ja chciałam zrobić?” przemknęło mi przez myśl, ale nie zastanawiałam się nad tym dłużej, tylko zdjęłam mokre rzeczy napuściłam do wanny ciepłej wody, i powoli się w niej zanurzyłam. Poczułam przyjemne ciepło. Była to miła odmiana po zimnie morskich fal. Wszystkie nagromadzone we mnie emocje powoli zaczęły ulatywać, jednak byłam pewna, że atmosfera nadal będzie napięta. Niestety, ale nie mogłam wiecznie tam leżeć, toteż resztkami silnej woli wstałam, wyszłam z wanny, wytarłam się i przebrałam w suche rzeczy. Od razu poczułam się trochę lepiej. Zwolniłam łazienkę i poszłam na górę się położyć. Było mi trochę niezręcznie, ale fakt faktem, za głupotę trzeba płacić. Leżąc już pod ciepłą kołdrą z termoforem pod stopami - Kuba zadbał o wszystko – czekałam na zwrot wydarzeń. Po chwili w drzwiach zobaczyłam Tomka. Podszedł, przysiadł na brzegu łóżka, westchnął ciężko i zaczął.
-Siostra, jeszcze nic nie mówiłem mamie, ale wiesz, że powinniśmy.
-Nie. Pomyślałeś, co będzie jak ona się dowie? Znowu się załamie tak jak po śmierci ojca. Chcesz tego?! – Nie mogłam uleżeć, więc usiadłam. Podniosłam głos prawie do krzyku. Teksty mojego brata zawsze tak na mnie działały.
-A nie pomyślałaś, co z nią będzie jak się dowie, że właśnie wyłowiono z wody ciało jej córki? Ona by tego nie przeżyła. Ja też nie… Gdybyśmy byli chwilę później… Nie wybaczyłbym sobie tego, rozumiesz?- O dziwno mówił cicho i spokojnie, ale prawdziwym zaskoczeniem były jego łzy. Nawet na pogrzebie taty nie widziałam, aby płakał.
-Tomek…- Pochyliłam głowę i spuściłam trochę z tonu, a moim ciałem wstrząsnął nie powstrzymywany szloch. – Proszę cię, zacznij krzyczeć, awanturować się… Cokolwiek... Proszę…
-Wiesz, że nie mogę. – Tomek zniżył głos do szeptu, po czym odgarnął mi włosy z twarzy. – Zawsze krzyczę, wiem o tym, ale tym razem nie dam rady. Nie jestem na Ciebie zły, już prędzej na siebie. Chcę tylko abyś powiedziała mamie o tym wszystkim. Musisz to zrobić.
-Nie chcę. Potem wizyty u psychologa, wyjścia tylko z tobą, powroty przed godziną 20:00. To nie ma sensu.
-Dobrze wiesz, że ma. Trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich czynów. Jeśli sama powiesz o tym mamie, to doskonale wiesz, że ona to doceni. Nie będzie łatwo, ale nikt nie powiedział, że musi być. Jeśli tego nie zrobisz później będzie tylko trudniej. Chcemy po prostu ci pomóc, zaopiekować się tobą, gdy jest taka potrzeba. Wiem, że rzadko to słyszysz, a w szczególności ode mnie, ale kochamy cię. Ja cię kocham, siostra.
-Tomuś… - Nie byłam w stanie więcej powiedzieć, po prostu mnie zatkało. Tomek, jakby wyczuł, że nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, przytulił mnie i już z lekkim uśmiechem powiedział:
-Tylko nie Tomuś, dobrze? Nie cierpię tego zdrobnienia.
-Dobrze, zapamiętam to sobie. – po tych słowach Tomek wypuścił mnie z uścisku i wstał.
-Nie jestem tu jedynym, który chce z Tobą pogadać. Powodzenia. – Uśmiechnął się jeszcze i wyszedł. Chwilę później za uchylonymi drzwiami zamajaczyła sylwetka Kuby, po czym drzwi otworzyły się szerzej. Wchodząc do pokoju chłopak nacisnął „play” na radiu i rozległy się ciche dźwięki pianina.
-Najpierw wypij ciepłą herbatę, potem porozmawiamy. – Zakomenderował na wejściu, a podawszy mi ową herbatę, przysiadł na łóżku. Wpatrywał się cicho we mnie do momentu, gdy odstawiłam pusty kubek, na stolik obok.
-Przepraszam. – Zdziwiło mnie, że wypowiedział tylko jedno słowo i że był to właśnie ten jeden wyraz. Już chciałam powiedzieć, że nie ma za co mnie przepraszać, ale on jakby czytał mi w myślach. – Nie mów, że nie mam za co, bo mam. Nie jestem na ciebie zły, bo to jest bardziej wina moja i Tomka niż twoja. Powinniśmy się Tobą zaopiekować. Dobrze wiedziałem jacy oni są, widziałem, że coś się z Tobą dzieje, ale tylko pytałem… Zamiast pytać powinienem był działać. To normalne, że powiesz, że wszystko w porządku, więc teraz mam wyrzuty sumienia, że wystarczało mi twoje „Wszystko dobrze, a czemu pytasz?”. Zniosłem śmierć Martini i Asa, a nawet śmierć Ramona, ale twojej bym nie zniósł. Jesteś dla mnie zbyt ważna. – Nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu, a na jego pytające spojrzenie odpowiedziałam.
-Wybacz, ale po pierwsze to miłe, a po drugie… Cieszę się, że mówisz tyle co zawsze zamiast mruczeć coś pod nosem.
-Teraz powinienem się obrazić, ale nie mógłbym.
-Wiem, że nie możesz. Hmm... Po rozmowie z Tomkiem doszłam do pewnego wniosku…
-Słucham uważnie.
-Sądzę, że póki co i dla mnie i dla was będzie lepiej, gdy najpierw powiem mamie, bo niestety, ale muszę, a potem powinnam wyjechać gdzieś na jakiś czas, odpocząć od tego wszystkiego, oderwać się od tych miejsc, od molo… Uspokoić się.
-Ale Tami… Nie możesz…
-Zobaczę jeszcze, co na ten temat powie mama, ale myślę, że zgodzi się ze mną.
-Jeśli tak, to jadę z tobą. Nie kręć głową, bo i tak nie puszczę cię nigdzie samej. Twoja mama na pewno się zgodzi również z tym.
-Przecież nic sobie nie zrobię.
-Naprawdę przepraszam, ale tego nie mogę być pewny. – Gdy tylko usłyszałam te słowa aż siwe mnie zagotowało.
-Może trochę więcej zaufania, co?
-Tamara, zrozum, że po dzisiejszym trudno będzie tak łatwo wrócić do całkowitej normy. – Niestety, ale w tym miejscu miał rację.
-Dobrze. Zastanowię się nad tym, ale jeśli będę miała gdzieś jechać, to raczej do jakiegoś wujka lub cioci, więc sama nie będę.
-Mimo to, nie pozwolę, byś gdziekolwiek ruszyła się beze mnie albo bez Tomka.
-Zaczyna się.. Dobrze, zgadzam się na wszystko. Wolę się teraz z wami nie kłócić i tak przegram na wstępie.
-I o to właśnie chodzi, kochanie.
-Alladyn…
-Kuba. – Poprawił mnie delikatnie. – Koniec z Alladynem.
-Cieszę się. No, w każdym razie… Proszę cię, możesz coś dla mnie zrobić?
-Zależy co ci chodzi po głowie.
-Połóż się przy mnie i przytul mnie…- szepnęłam. Nie musiałam długo czekać na reakcję. Zrobił to, o co go prosiłam. Znów był blisko. Za nim nie chciałabym tego stracić, a przecież przed zaledwie chwilą próbowałam skończyć wszystko. Do oczu znów napłynęły mi łzy, ale nie trwało to długo. Wystarczył jeden uśmiech chłopaka, z którym postanowiłam spędzić całe życie. Po tym rozumieliśmy się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, byliśmy z sobą bardziej zżyci. Tak po prostu leżeliśmy patrząc się na siebie, a w tle jakby na potwierdzenie wszystkiego właśnie leciał refren jeden z najpiękniejszych piosenek.
„W ogniu żyje miłość i nienawiść,
Ale nowe dni, stare rany wciąż zadają,
Zamiast gwiazd, w oczach płonie strach...”
/PS. Piosenka, której słowa są pod koniec /
Fake 18/06/2009 16:30:08 [Powrót] Komentuj