Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 2. "Blues na dwa głosy"
Rozdział 2.
„Blues na dwa głosy”
Był już ranek, choć za oknem jeszcze nie zaczęło świtać. Przy ciszy panującej w domu, rozlegający się z nagła głos mojego brata zabrzmiał jak grom.
-Wstawaj! Już nawet Kuba nie śpi! – na te słowa, chciałam zatkać uszy poduszką, lecz Tomek wyrwał mi ją z ręki. – No już, wstawaj. Zarejestrowałem was do lekarza. Już nawet twoją książeczkę zdrowia z domu przyniosłem. – Widząc, że to mnie rozbudziło dodał uspokajająco – mamy nie było. Dzisiaj jest w pracy.
-Nie muszę iść do lekarza. – Powiedziałam po chwili, lecz gdy skończyłam wypowiadać te słowa stało się jasne dla mojego brata jak i dla mnie, że nie jest to prawda. Miałam zachrypnięty głos, bolało mnie gardło i najgorsze, że czułam kujący ból w klatce piersiowej.
-Właśnie, Kuba idź lepiej poszukaj swojej książeczki, bo będzie potrzebna. Mamy na 8:15 więc się zbierajcie i to szybko. – Tomek robił za żandarma. – Punkt 8:00 widzę was na dole przyszykowanych, daleko nie mamy, więc nie musimy wcześniej wychodzić.
-A która jest godzina? – zapytałam, próbując się wyczołgać z łóżka.
-Aktualnie jest 7:27, więc szybko się myj i ubieraj, Kuba już śniadanie ci zrobił. No ruchy, ruchy, nie grzeb się jak mucha w smole.
-No dobrze, no.. Już idę. – jęknęłam.
-Nie, teraz, to ty jeszcze śpisz. – podsumował Tomasz patrząc na mnie.
-Spieszę się! – krzyknęłam tylko w odpowiedzi, znikając za drzwiami łazienki. Udało mi się umyć, przebrać w to co jeszcze zostało suchego i uczesać w rekordowym tempie i za piętnaście siódma byłam już na dole w kuchni i zabierałam się do śniadania. Co prawda nie przepadam za pomidorowym pasztetem, ale byłam tak głodna, że zjadłabym cokolwiek, byle tylko dało się przełknąć. Po wyjściu na korytarz zobaczyłam, ze chłopacy są już ubrani i czekają na mnie. Gdy podeszłam bliżej spostrzegłam moją zimową kurtkę i nową parę glanów, które stały w szafie, w moim pokoju. Tomek widząc moje zdziwione spojrzenie powiedział tylko:
-Pamiętasz, jak Ci mówiłem, ze byłem w domu po książeczkę zdrowia?
-Aha, faktycznie. – palnęłam się otwartą dłonią w czoło.
-Przecież bym cię nie wypuścił na dwór w wilgotnej kurtce i przemoczonych butach. Za kogo ty mnie masz, co? – odparł obrażonym tonem brat, podając mi kurtkę.
-Za mojego brata? – widząc jego srogie spojrzenie zarumieniłam się i dodałam szybko – Nie patrz tak na mnie, przecież tylko żartuję.
-No dobra, dobra, zakładaj buty i wychodzimy, bo nam kolejka przepadnie. – po tych słowach założyłam glany i nie sznurując ich naciągnęłam na nie spodnie. Gdy wszyscy już byliśmy gotowi, wyszliśmy na dwór, Kuba zamknął drzwi i ruszyliśmy szybkim krokiem w stronę przychodni. Po paru minutach drogi Tomek podszedł bliżej mnie i założył mi na głowę swoją czapkę, a widząc, że chcę ją zdjąć od razu położył mi rękę na głowie i powiedział:
-Ani mi się waż jej zdejmować, zrozumiano? Jesteś chora i nie pozwolę ci chodzić po dworze z gołą głową.
-Jasne, ale tak mi to założyłeś… Chcę ją tylko poprawić. – Nie miałam innego wyboru jak pozostać w tej czapce. Mimo wszystko było to jednak miłe z jego strony. ”Mój brat zaczął się mną opiekować.. dziwne…” pomyślałam.
Wychodziliśmy właśnie z apteki. Na moje szczęście Tomek pomyślał o wszystkim i wziął również pieniądze. Okazało się, że mam zapalenie płuc i przed najbliższe dwa tygodnie będę na antybiotyku. Zresztą i tak pewnie nie będę mogła się ruszyć na krok z domu, więc co to za różnica? Cieszył mnie jedynie fakt, że Kuba miał tylko lekko zaczerwienione gardło, kaszel i katar. Chcąc mnie uratować, nie dość, że wiedział, że choroba go nie ominie, to jeszcze był świadom tego, iż możemy zginąć oboje. Znów przemknęło mi przez myśl, że może lepiej by było, gdyby udało mi się zrobić to, co zamierzałam, ale tym razem dość szybko otrząsnęłam się z tej myśli.
-Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że jak tylko przyjdziemy do domu, to od razu bierzesz lekarstwa i kładziesz się do łóżka?
-Tak… - mruknęłam w odpowiedzi pod nosem. Oczywiście o powrocie do domu Jakuba nie było mowy. Zresztą byłam trochę śpiąca, więc nawet dobrze się składało.
Obudziły mnie jakieś rozmowy. Na wpół przytomna usiadłam na łóżku, przysłuchując się obco brzmiącym głosom. Po chwili dotarło do mnie, że rozmowa ta, to scena z jakiegoś serialu. Mama musiała być już w domu, skoro telewizor był włączony. Westchnęłam ciężko, po czym odrzuciłam kołdrę na bok i stałam. Wielkimi krokami zbliżała się trudna rozmowa, być może najtrudniejsza w moim życiu, a na pewno jedna z najtrudniejszych. Podeszłam do drzwi, nacisnęłam klamkę i – oto chwila prawdy - zeszłam powoli na dół. Mama z bratem jedli właśnie kolację.
-Cześć córcia. – mama przywitała mnie z uśmiechem, pomyślałam, że to może ostatni raz, gdy widzę ją taką w stosunku do mnie. – Siadaj i zajadaj. Słyszałam właśnie, że jesteś chora. No faktycznie nie wyglądasz za dobrze. Nie wiem kiedy zdążyłaś się rozchorować.
-Emm… Po kolacji Ci wszystko powiem. – Odpowiedziałam przez ściśnięte gardło.
-Jasne. Smacznego. – Uśmiech nie schodził mamie z twarzy.
-Dziękuję. – Nawet jedząc zastanawiałam się jak ja jej to powiem. Miałam tylko cichą nadzieję, że Tomek nie zostawi mnie z tym samej i w końcu nie przeliczyłam się. Po skończonej kolacji, gdy mama usiadła wygodnie w fotelu, a ja stałam naprzeciw niej, Tomasz siedział niedaleko, dając mi znak, bym zaczęła. Wiedziałam, że w każdej chwili jest gotów mi pomóc.
-Mamo… Ja… Rozchorowałam się dlatego, że byłam cała mokra.
-Jak to morka..? – Mamuśka była niezmiernie zdziwiona.
-Od wody… Morskiej… - sprostowałam.
-Od wody morskiej?! Niech zgadnę, chłopcy cię wrzucili? – tu spojrzała ostrzegawczo w stronę swojego syna.
-Nie. Skoczyłam z molo. – nie mogłam patrzeć na mamę, musiałam odwrócić głowę w bok.
-Jak to skoczyłaś?! – Na dźwięk tych słów moja rozmówczyni wstała gwałtownie. – Jak to skoczyłaś?!
-Po prostu. Skoczyłam.- nie byłam w stanie nic więcej jej powiedzieć.
-Tomek. Wytłumacz mi, bo nie rozumiem, jak to „skoczyła”?
-Mamo… Dobrze wiesz, co ona ma na myśli.
-Nie, nie wiem… - mama ukryła twarz w dłoniach. – Nie chcę wiedzieć. – Powiedziała po chwili, po czym znów siadła.- Jak mogłaś mi to zrobić? Nie zastanawiałaś się, jak będę się czuła?!
-Nie… - Spuściłam głowę.
-Jesteś egoistką! Myślisz tylko o sobie! Może pomyślałabyś choć raz o tym, co czują inni?! Nie, jasne, przecież ciebie to nie obchodzi! – W tym momencie nie wytrzymałam. Spodziewałam się krzyku i ostrych słów, ale nie byłam na to do końca przygotowana. Uciekłam z powrotem do swojego pokoju. Musiałam ochłonąć, choć wbiegając po schodach słyszałam jeszcze krzyk mamy „Wracaj tu, jeszcze nie skończyłam!” wchodząc do pokoju zatrzasnęłam za sobą drzwi, po czym położyłam się na łóżku. Leżąc tak i próbując uspokoić szybko bijące serce, zaczęłam wpatrywać się w niebo za oknem. Dzisiaj była pełnia, gwiazdy migotały jedna przez drugą, nie było widać choćby jednej chmurki. „Tam zawsze jest spokojnie, nie ma łez i bólu. Tak mało brakowało, a już bym tam była. Mogłam już tam być.” Myśli sunęły się jedna za drugą, jednak nie mogłam tak wiecznie rozmyślać. Sięgnęłam ręką po butelkę wody stojącą przy łóżku. Niestety była pusta. Musiałam zejść na dół. Znów dźwignęłam się i ruszyłam w kierunku schodów, lecz stojąc na ich szczycie usłyszałam fragment rozmowy mamy i Tomka. Przysiadłam cicho na ostatnim stopniu i nastawiłam uszy.
-Co ja mam z nią zrobić? – rozległ się kobiecy, silny głos.
-Daj jej czas. Ona teraz potrzebuje najbardziej wsparcia i trochę czasu. Będę starał się jej pilnować, ale to nie wystarczy. Ona musi wiedzieć, że ma oparcie w nas obu.
-Ale ja już dłużej nie mogę. Problemy w pracy, teraz jeszcze coś w domu. Może gdyby żył wasz ojciec nie było by tego. On zawsze miał z nią lepszy kontakt niż ja. Potrafił do niej dotrzeć.
-Obecność taty nic by nie zmieniła, a poza tym to ją nazywasz egoistką, a sama mówisz teraz tylko o sobie i swoich problemach. Ja wiem dlaczego ona to zrobiła i jedno z drugim nie miałoby wiele wspólnego.
-Skoro wiesz, to może mnie oświecisz, bo ja zupełnie jej nie rozumiem?
-To jest długa historia, teraz nie warto już o niej wspominać, ale jedno jest pewne. Nie rozumiesz jej, bo nie starasz się zrozumieć. Nawet teraz, gdy ona potrzebuje twojej pomocy.
-Mojej pomocy? Mogła wcześniej myśleć, co robi, zamiast teraz oczekiwać, że jeszcze ją pogłaszczę po główce i pozwolę się wypłakać w ramię. Co to, to nie.
-Jak możesz, mamo? Ona jest twoją córką!
-W tym momencie zaczynam żałować, że zdecydowaliśmy się z ojcem na drugie dziecko.
-Co?! – krzyk brata był ostatnią rzeczą jaką usłyszałam z tej rozmowy. Wstałam powoli i trzymając się ściany doczłapałam się z powrotem do pokoju. Byłam tak roztrzęsiona, że o mało nie przewróciłam się po drodze. Padłam jak nieżywa na łóżko, skuliłam się i zaczęłam płakać. Teraz byłam już pewna, że chłopcy popełnili błąd ratując mi moje nędzne życie. Teraz już nie było istotne jak, kiedy i dlaczego. Liczyło się tylko to, że swoim zachowaniem, - a mówiąc bardziej bezpośrednio - swoim istnieniem pokrzyżowałam mamie plany i przysporzyłam samych problemów. Nagle odechciało mi się po prostu wszystkiego. Pomyślałam, że pewnie to miała zamiar mi powiedzieć, gdy krzyczała za mną, że jeszcze nie skończyła. Nie wiem ile tak leżałam, ale moje rozważania przerwał Tomasz wchodząc cicho do pokoju.
-Śpisz? – spytał szeptem, ale gdy podszedł bliżej nie potrzebował odpowiedzi. Przysiadł na łóżku i wyciągnął rękę w moją stronę. – Mała, nie…
-Wyjdź! Zostaw mnie! – przerwałam mu krzykiem i rzuciłam się na niego z pięściami. To był pierwszy raz, gdy zamachnęłam się na kogoś i był to właśnie on.
-Co się… - Tomek się zająknął, chwytając mnie w ostatniej chwili za nadgarstki. Nie ścisnął mnie mocno, jak kiedyś, podczas naszych kłótni, tylko łagodnie, ale stanowczo opuścił mi ręce.- Słyszałaś naszą rozmowę? – Próbował spojrzeć mi w oczy, ale spuściłam głowę. Moje milczenie było dla niego wystarczająco wyraźną odpowiedzią. Nie potrzebna było słów.
-Jeny.. Tego się właśnie obawiałem. Proszę cię, nie przejmuj się tym, ona jest w szoku, nie wie co ma z tym wszystkim zrobić. Boi się. Mała, proszę, nie szamotaj się, daj się przytulić. – po tych słowach odpuściłam i pozwoliłam by zrobił ze mną co chce. Przytulił mnie mocno do siebie i głaskał delikatnie po głowie, nucąc moją ulubioną piosenkę z dzieciństwa. Ukochaną piosenkę taty. On również uwielbiał ten kawałek i potrafił go słuchać całymi godzinami, a ja wraz z nim, siedząc mu na kolanach i bawiąc się jego zegarkiem. Do dziś pamiętam, że zawsze nosił taki złoty, na bransolecie z wygrawerowanym motylem pod spodem tarczy. Gdy brat doszedł do refrenu dołączyłam do niego, śpiewając przez łzy słowa:
„A mogliśmy - Mała - razem łąką iść
Świt witać po kolana w rosie
A mogliśmy - Mała - razem piwo pić
Dom nasz zamienić na sto pociech
A mogliśmy - Mała - konie kraść
Z niebieskiego boskiego pastwiska
A mogliśmy - Mała - w środku lata
Zbudować słoneczną przystań”
Potem wstałam i ocierając łzy zaczęłam przekopywać szafę w poszukiwaniu czegoś ciepłego do ubrania. Czując na sobie zdziwione spojrzenie brata powiedziałam tylko:
-Muszę się przebrać w coś cieplejszego. Idę na molo. – wiedziałam, że z chwili, na chwilę jego zdziwienie zamienia się w przerażenie, dlatego od razu dodałam – Nie martw się, zabieram cię ze sobą.
-Nie możesz. – Strach uleciał, ale jego miejsce zastąpiła troska.- Jesteś chora.
-Wiem, ale i tak bardziej chora już nie będę, więc nic mi to nie zrobi. Kubuś jakoś mi to wybaczy, mama się nie przejmie, ty będziesz ze mną, czyli wszystko w porządku.
-No dobrze, ale błagam cię siostra…
-Tak, wiem. Obiecuję.
-W takim razie ja też pójdę się przebrać. Za dziesięć minut na dole. – powiedział zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko wyszedł zaczęłam się przebierać i po dwóch minutach stałam gotowa pod drzwiami wyjściowymi. Gdy mijałam kuchnie czułam na sobie spojrzenie mamy, ale nie potrafiłam odwrócić głowy w jej stronę. Nawet nie wyjrzała, nie wstała… Nic. Na szczęście pojawił się Tomek, powiedział tylko, że wychodzimy, po czym wziął mnie za rękę i pociągnął lekko. Po drodze żadne z nas się nie odzywało, ale nie było już tej nerwowej, napiętej atmosfery. Szliśmy pustymi ulicami, aż doszliśmy do celu. Stanęliśmy przy wejściu na molo wpatrzeni przed siebie. Po chwili zerwałam się do biegu. Tomek na początku stał osłupiały, ale szybko się zreflektował i ruszył za mną. Dobiegłam do końca, zatrzymując się przed sznurem i zaciskając na nim palce. Kilka sekund później dobiegł Tomek, stanął za mną i położył mi ręce na dłoniach ściskając je lekko. Oparłam się o niego, przymykając oczy. Cały drżał. Wiedziałam, że był przerażony.
-Tak właśnie chcę pamiętać to miejsce. – szepnęłam.
-Mhm… Tylko kiedyś mi obiecałaś, że nie będziesz mnie tak więcej straszyć, więc tego nie rób. Błagam. – wydyszał Tomasz.
PS. Piosenka, której słowa znajdują się w tekście.
Fake 20/06/2009 11:58:22 [Powrót] Komentuj
piękne opowiadanie. naprawdę wzruszające.
dodaję do ulubionych
Niewidzialna 1/07/2009 14:43:17
| brak www IP: 79.188.92.42